Być może gdyby w 1938 roku psychoanalityk Stern wiedział, jaką burzę wywoła, wprowadzając termin „borderline” dla opisania pogranicznej grupy psychonerwic, zastanowiłby się raz jeszcze, czy współczesny mu język psychiatrii nie wystarcza do jej opisania. Już samo dobranie terminu było niefortunne, gdyż angielski wyraz „borderline” w polskim tłumaczeniu oznacza „granicę”, a „borderland” – „pogranicze”, ale także „teren sporny”. Spór dotyczy przede wszystkim tego, co kryje się za tym pojęciem. A jest z nim jak z boginem w trzeciej części przygód Harrego Pottera (bezcielesnym demonem, który w kontakcie z człowiekiem przybiera postać tego, czego ów człowiek najbardziej się boi) – dla każdego terapeuty pojęcie to uosabia dokładnie to, czego najbardziej się obawia, czyli pacjenta trudnego, u którego ciężko zdiagnozować konkretną jednostkę chorobową. Jednak o ile walka z książkowym demonem jest łatwa (wystarczy go wyśmiać), o tyle metoda ta nie sprawdza się w terapii osób z diagnozą borderline.
Pojęcie to, przez wielu psychiatrów i psychoterapeutów europejskich lekceważone, przyjęło się w Wielkiej Brytanii i w Stanach Zjednoczonych, gdzie zrobiło karierę. Stamtąd, z uwagi na preferencje językowe Polaków, szybko trafiło do naszego kraju. W psychiatrii dzieci i młodzieży zaistniało dzięki pracy dr Ireny Namysłowskiej i dr Hanny Witkowskiej-Ulatowskiej pt : „Diagnoza borderline u dzieci i młodzieży”. Powoli wypiera z forów psychologicznych modną ostatnio depresję i już widocznym jest, ze nie jest to chwilowa fascynacja. Samodiagnozie i podsycaniu ognia wśród internautów sprzyja -
www.bpd.szybkanauka.net. największych z polskich stron o BPD (
borderline personality disorder)
Kryteria dignostyczne Jak zauważył R. Knight w roku 1953, od początku określenie „borderline” przypisywano chorym, u których obserwowano różne objawy psychopatologiczne, ale nie można było z całą mocą stwierdzić, że cierpią na psychozę lub nerwicę. Wkrótce, z uwagi na pewną dowolność w określaniu tego, co się zalicza do grupy zaburzeń z pogranicza, zdecydowano się wprowadzić kryteria diagnostyczne. I tak w roku 1993 borderline personality disorder trafiło do klasyfikacji DSM-IV jako jedno z 10 zaburzeń osobowości, a rok później z numerem F 63.01 do ICD-10 jako jeden z dwóch podtypów (obok impulsywnego) osobowości chwiejnej emocjonalnie.
Czytaj więcej Popularna samodiagnoza Współczesny człowiek, szukając odpowiedzi, częściej siada do Internetu niż korzysta z porady specjalisty. Reguła ta odnosi się także do sfery psychicznej. Wiele osób celowo lub przypadkowo trafia na fora psychologiczne, znajduje tam posty poświęcone osobowości z pogranicza i, po przeczytaniu kryteriów diagnostycznych, dokonuje samodiagnozy. W rezultacie fora zapełniają się wypowiedziami w stylu: „Zawsze wiedziałem, ze jestem inny, że jest ze mną coś nie tak. Czułem się wydrążony, sztuczny...byłem jak manekin. Wielokrotnie myślałem o samobójstwie, ale zawsze brakło mi odwagi. Robiłem za to głupie rzeczy [...] Nie wiedziałem dlaczego to wszystko robię. A teraz znalazłem odpowiedź, kiedy czytałem to wszystko, czułem jakby ktoś mnie opisał, jakbym znalazł rozwiązanie [...]”.Słowem, głównie za sprawą wspomnianej już strony i poruszenia na forach, stale rośnie liczba „zachorowań”. Wzrost ten prawdopodobnie będzie się utrzymywał do momentu pojawienia się nowej mody na jakąś inną (co najmniej równie pociągającą), jednostkę chorobową.
Interesujące jest także to, że u części osób ze zdiagnozowaną osobowością z pogranicza można zauważyć nasilenie objawów, gdy osoba ta zetknie się z pełnym opisem swego zaburzenia.
Andrzej Jakubik w artykule „Dylemat osobowości pogranicznej (borderline personality)” stwierdza, że: „u ok. 25-50% chorych (u których zdiagnozowano osobowość borderline) po pewnym czasie występują ostre objawy psychotyczne o obrazie klinicznym schizofrenii bądź depresji endogennej”. Wskazuje to na używanie tego terminu w stosunku do osób wyraźnie zaburzonych, u których w momencie badania nie można stwierdzić choroby. Określenie to zyskuje zatem raczej wymiar psychiatryczny niż psychologiczny i bywa używane w stosunku do ludzi, którzy stoją na granicy zdrowia i choroby. Zdrowi już nie są, ale w pełni chorzy – jeszcze nie. W takim przypadku określenie „borderline” oznaczałoby tyle, co „stan przedpsychotyczny”, ale z wyraźnym zaznaczeniem, że nie wiadomo, czy choroba się rozwinie. Byłoby to dobrym uzasadnieniem dla wyraźnych odstępstw w objawach osób z tą diagnozą. Zawężenie rozumienia tego terminu do określenia stanu, w jakim znajduje się pacjent, a nie rodzaju zaburzenia osobowości, znacznie ułatwiłoby jego używanie, gdyż teraz po pacjencie z „osobowością chwiejną emocjonalnie typu borderline” można spodziewać się właściwie wszystkiego.
Daria Ciunelis/linemed.pl
Czytaj też: BPD KRYTERIA DIAGNOSTYCZNE