08-10-2008 13:19
Drodzy Państwo, jak wiecie wczoraj odbyło się w Warszawie spotkanie z Honorowym Ambasadorem Transplantacji - dr Moritsugu z którego relacje będą Państwo mogli przeczytać jeszcze dziś. Tymczasem jednak chcielibyśmy zwrócić się do Państwa z apelem. Apelem o pomoc. Wprawdzie zazwyczaj na stronach linemed.pl nie pojawiają się tego rodzaju działania, tym razem jednak zrobimy wyjątek...
Podczas wczorajszej konferencji dr Moritsugu pięknie opowiadał o idei dawstwa. O swojej córce i żonie, które zmarły i stały się dawcami dla kilkunastu osób. O potrzebach pacjentów, o lekarzach... o człowieku.
Starał się również zwrócić naszą uwagę na ludzki aspekt transplantologii o którym należy pamiętać. Na to by nie zapominać, że zarówno potencjalny dawca, jak i jego bliscy to ludzie, których uczucia powinny mieć największą wartość...
My wczoraj mieliśmy okazję zderzyć się z bardzo „ludzką” stroną idei transplantologii. Na konferencji bowiem pojawiła się dwójka przyjaciół pewnej kobiety. Przyjaciół poszukujących dla niej pomocy, wspierających ją w tej najtrudniejszej walce - walce o własne życie.
Po rozmowie z nimi i wysłuchaniu historii Pani Renaty - a raczej Renaty, młodej matki, 33-letniej kobiety, która powinna czerpać z życia pełnymi garściami, a walczy o każdy oddech, postanowiliśmy pomóc publikując apel Renaty.
Może ktoś z Państwa zechce przyczynić się do uratowania jej życia…
APEL O POMOC!!!
Szanowni Państwo!
Mam na imię Renata i jestem 33 - letnią kobietą chorą na limfangioleiomiomatozę W lipcu br. zostałam zakwalifikowana do przeszczepu płuca. To mdława prawda, z którą ciężko jest mi się pogodzić, i która sprawia, że moje życie od dawna już nie wygląda normalnie. Lekarze ze Śląskiej Kliniki Chorób Płuc i Gruźlicy Zabrzu, od momentu potwierdzenia obecności choroby w moim organizmie (listopad 2007), stawiali sprawę jasno - nie ma żadnej szansy na wyzdrowienie, jedynie nadzieja na zatrzymanie progresji...
Z całym nadmiarem nagromadzonej w sobie wiary w powodzenie wprowadzanego leczenia, zachowując jakąś wewnętrzną dyscyplinę i spokój, poddałam się hospitalizacji. To, że postęp mojej choroby uda się zatrzymać, było dla mnie tak oczywiste i niezaprzeczalne, że nie zgodziłam się od razu na kwalifikację do przeszczepu. Może gdyby moja ufność nie była tak ogromna, inaczej zniosłabym fakt, iż leczenie nie tylko nie przyniosło żadnych efektów, ale i choroba w szybkim tempie postępuje.
Pękniecie lewego płuca, które miało miejsce w czerwcu tego roku, oraz ogromna niewydolność oddechowa, która zmusza mnie do korzystania z tlenu w warunkach domowych, dowodzą prawdziwej inwazji mojego schorzenia. Więcej o mojej chorobie i realiach przeprowadzania przeszczepu w Polsce możecie Państwo przeczytać na mojej stronie internetowej: www.pomocdlarenaty.pl
Ponieważ wyczerpały się farmakologiczne sposoby leczenia, przeszczep stał się jedyną alternatywą ratującą mi życie. Realia przeprowadzania transplantacji w Polsce nie dają nadziei. Cztery, pięć operacji rocznie to – powiem banalnie - kropla w morzu potrzeb. W Wiedniu przeprowadza się ich około stu, co w praktyce oznacza krótszy okres oczekiwania na dawcę. Świadomość, że moja pięcioletnia córka może zostać bez mamy oraz motywacja przyjaciół sprawiły, że postanowiłam zbierać fundusze na transplantację w klinice w Wiedniu. Zasadność mojego postanowienia potwierdza również fakt, iż NFZ rozpatruje wnioski o dofinansowanie zabiegu za granicą tylko tym chorym, którzy czekają na przeszczep w kraju co najmniej rok.
Jest to dla mnie niezrozumiałe i dalece niesprawiedliwe, ponieważ zdaniem lekarzy stan moich płuc pozwoli mi przeżyć maksymalnie zaledwie 2 lata. Nie wierzę, że doczekam się tej operacji w naszym kraju. Właściwie w czasie rozwijania się mojej choroby miałam już bardzo dużo szczęścia – trafiłam na wspaniałych specjalistów, cudem, w czasie pęknięcia płuca uniknęłam śmierci. Znaleźć się jeszcze w tej czwórce czy piątce szczęśliwców, to byłaby już przesadna szczodrość losu.
Dziś, rękami i ustami moich znajomych, rodziny i przyjaciół proszę o wsparcie finansowe na transplantację płuca w klinice w Wiedniu.
Koszt takiego zabiegu to 100 000 EURO. Jest to kwota znacznie przewyższająca możliwości finansowe mojej rodziny, dlatego wiem, że bez pomocy innych osób nie uda mi się zgromadzić tak ogromnej kwoty.
Na chwilę obecną zorganizowana przez moich przyjaciół akcja pomocy przyniosła 83 000 zł. ( to ¼ potrzebnej kwoty). Ta informacja oprócz łez szczęścia i wdzięczności, sprawiła że znów wróciły i nieśmiało zakiełkowały nadzieje, marzenia i plany dotyczące przyszłości.
W tej chwili marzę o chociaż kilku dodatkowych latach by móc przygotować moją córeczkę do dorosłego życia.
Proszę Was pomóżcie mi zamienić te marzenia w rzeczywistość.
ZA WSZELKĄ POMOC I KAŻDĄ PRZEKAZANĄ ZŁOTÓWKĘ BĘDĘ OGROMNIE WDZIĘCZNA!!!
Z poważaniem,
Renata Jędrak
SUBKONTO:
Fundacja Europa Media
ul. Nowogrodzka 44/7
00-695 Warszawa
nr konta: 21 1440 1387 0000 0000 0800 1588
koniecznie z dopiskiem: pomoc dla Renaty
05-05-2010 10:38
Szpik jest gąbczastą czerwoną tkanką znajdującą się we wnętrzu kości.Szpik obecny w mostku,czaszce, talerzach biodrowych,żebrach i kręgosłupie zawiera komórki...
więcejNa czym polega zależnościowe zaburzenie osobowości?
23-02-2009 07:45
Jednostka z zależnościowym zaburzeniem osobowości odczuwa silną potrzebę akceptacji, uwagi i zaangażowania ze strony innych, a ponieważ jest silnie uzależniona od tej...
więcej12-02-2009 09:11
Zjawił się chirurg, powiedział, że rany były tak poważne, że mózg żony już nie żyje. I wtedy łagodnie spytał: Co ma pan zamiar zrobić? Rozmowa z dr...
więcej