Kalendarium, 18-05-2012

Blogi

powrót do listy

Zakwasy.

Moje zdrowie

Maratończyk

13-11-2007 09:59

Maratończyk
Maratończyk

Przebiegłem wczoraj maraton. Wszystko zgodnie z planem i założeniami. Nie przytrafiły mi się żadne straszne rzeczy po drodze jak osławiona „ściana”, po 30 kilometrze byłem tylko bardziej zmęczony, ale nie straciłem kontaktu z rzeczywistością.

Nie chwaląc się, po prostu odpowiednio dopasowałem moje chęci do możliwości. No, ale dzisiaj nóżki bolą. To jest ten kac po bieganiu, o którym wspominałem poprzednio. Najgorsze jest schodzenie po schodach (a mieszkam na czwartym piętrze bez windy), nieprzyjemnie się robi też, gdy się „zasiedzi” w jednej pozycji i znowu trzeba się ruszyć.


To uczucie zna każdy, kto uprawia jakiś sport, choć przy regularności ćwiczeń zakwasy nie pojawiają się. Dokuczają one wtedy, gdy zmierzy się z cięższym wysiłkiem niż nasze ciało jest przyzwyczajone. Dla mnie takim wysiłkiem mimo wielomiesięcznych przygotowań są 42 kilometry i 195 metrów maratonu, ale dla kogoś, kto dopiero zdecydował się wstać z kanapy i rozpocząć swoją przygodę z bieganiem, truchtaniem czy joggingiem, zakwasy są murowaną sprawą po pierwszych przebieżkach na dystansie pięciu kilometrów. Później nie będą męczyć, gdy ciało przyzwyczai się do określonych obciążeń. A później znowu się pojawią, gdy będziemy decydować się na większy wysiłek. Nawet najwięksi twardziele czy twardzielki o żelaznych płucach, stalowych mięśniach i ścięgnach z drutu miewają zakwasy.

Co robić z zakwasami? Po pierwsze, polubić. To jest ten dobry kac, który daje nam sport. Ja określiłbym własny stosunek do zakwasów jako metafizyczny. Dzięki nim czuję, że zrobiłem wczoraj (a czasem przedwczoraj czy trzy dni temu, bo zakwasy potrafią trzymać długo) coś potężnego, kolejny raz otarłem się o granice własnego człowieczeństwa. To może wielkie słowa, ale czasem warto tak popatrzeć na swoje wyniki sportowe – każde osiągnięcie, jak przebiegnięcie po raz pierwszy w życiu pięciu kilometrów bez zatrzymania, jest właśnie otarciem się o granice własnego człowieczeństwa! Pewna ociężałość i znużenie jest też przyjemne fizycznie – oczywiście, o ile możemy sobie na to pozwolić, ale któż nie lubi leniwych niedziel? No dobra, ale co robić w praktyce, jak bolą mnie nogi? Dobrze jest zastosować niezbyt poważny wysiłek: basen, spokojna jazda na rowerze. Na początku bardzo się nie chce, bo jest się zmęczonym, a tu znowu trzeba machać nogami... Chodzi jednak o bardzo spokojny ruch. Inna metoda, która na początku pachnie perwersją to zimna woda. Brrrr... W oblanych lodowatym prysznicem nogach zacznie szybciej krążyć krew, zmniejszą się opuchnięcia wokół nadwerężonych miejsc i szybciej przestaną być obolałe. Co więcej, zimne prysznice po kilku próbach również zaczną sprawiać przyjemność jak samo bieganie. Wersja dla twardszych to biczowanie: zimny prysznic na zmianę z ciepłym. Naprawdę daje uczucie fajnego orzeźwienia i wielu biegaczy robi to po treningu dla czystej przyjemności. Innym sposobem, niewymagającym stawania przed trudnymi wyzwaniami, jest kąpiel w ciepłej wodzie z solą. Nie trzeba wcale kupować wypasionych, specjalnych soli kąpielowych. Kilo albo dwa zwykłej soli kuchennej, która jest dostępna w każdym sklepie spożywczym za małe pieniądze, wsypanych do wanny pełnej wody, również sprawi ulgę naszym zmęczonym bieganiem nogom.

powrót do listy
Komentarze [0] zobacz wszystkie »
Komentarze do: Zakwasy.


zobacz także:

Zakwasy.

13-11-2007 09:59

Przebiegłem wczoraj maraton. Wszystko zgodnie z planem i założeniami. Nie przytrafiły mi się żadne straszne rzeczy po drodze jak osławiona „ściana”, po 30...

więcej

Endorfinki

12-11-2007 15:25

Są tysiące przyczyn, dla których ludzie postanawiają biegać. Po prostu chęć ruchu; odchudzanie; bo to sport stosunkowo tani; bo wolę grać w piłkę, ale...

więcej