08-11-2007 11:00
Są tysiące przyczyn, dla których ludzie postanawiają biegać. Po prostu chęć ruchu; odchudzanie; bo to sport stosunkowo tani; bo wolę grać w piłkę, ale zapracowani znajomi nie mają czasu na wspólne sparingi. Ja sam zacząłem ze zwykłej potrzeby ruchu i dlatego że tuż koło mojego bloku rośnie bardzo sympatyczny lasek, który aż sam zaprasza, żeby po nim trochę pohasać. Ważnym powodem była też męczące ataki bezsenności, które mi doskwierały. Wiedziałem, że aby się ich pozbyć, muszę się intensywnie czymś zmęczyć i że to musi być zmęczenie fizyczne, a nie ból głowy po rozwiązaniu arcytrudnego sudoku. Jednak po pierwszych truchtach i nieśmiałych przebieżkach moją główną motywacją do biegania stała się endorfina. Broń Boże nie mylić jej z efedryną, czyli pobudzającym syfem, którym koksują się niektórzy sportowcy wyczynowcy. Endorfina to potocznie „hormon szczęścia”. Nie zagłębiając się zbytnio w chemię człowieka, endorfina wytwarzana jest w naszym organizmie np. podczas seksu, ale właśnie również podczas intensywnego wysiłku fizycznego. Chcesz pozytywnie nabuzować się na cały dzień, to machnij rano energicznym biegiem kilka kilometrów. Niektórym to zastępuje kawę. Mi po prostu daje naturalnego haja, radość życia. Haj to wyrażenie jakoś wiążące się z narkotykami, dodam więc jeszcze jedno: uzależnienie. Świetne samopoczucie, stany euforii, ale także widoczna poprawa mojej sprawności fizycznej i satysfakcja z tego uzależniły mnie od biegania. Dzięki endorfinkom nie mogę przestać biegać. Pozwalają mi przezwyciężyć lenistwo i wstać wcześniej rano, aby udać się do mojego lasku na poranny trening. Pozwalają mi również zmobilizować się i wyjść w butach sportowych na trasę też, gdy pada lub wieje, bo wiem, że po pierwszych 10 nieprzyjemnych minutach zacznę czuć się wspaniale. Co więcej to poczucie pomaga też w innych aspektach życia. Stres w pracy? Podchodzę do wszystkiego na luzie, od kiedy biegam, bo jestem naładowany endorfinkami! Wiem, że niektórzy uważają, że stres ma efekty pozytywne, bo pewne rzeczy się po prostu robi lepiej, ale dla mnie luz, który mam dzięki endorfinkom wytworzonym w moim organizmie podczas biegania powoduje, że na wszelkich polach mojej życiowej aktywności idzie mi po prostu lepiej. Czy nie są to wystarczające powody, dla których warto wygrzebać z szafy swoje adidasy, nałożyć dresik i spróbować, jak to jest pobiegać? Endorfinki w przeciwieństwie do innych używek, które stosuje się legalnie w naszej cywilizacji nie powodują też efektu kaca. Co z tego, że będę czuł się wspaniale po „sieknięciu pięciu browarów”, jeśli następnego dnia będzie boleć mnie głowa i będzie muliło mnie w brzuchu? Wytwarzanie endorfinek nie ma tych wszystkich efektów ubocznych, co upijanie się. Nie ma po nich kaca! Okej, tu trzeba przyznać rację, że po bieganiu może pojawić się pewien specyficzny rodzaj kaca, czyli zakwasy, ale o tym następnym razem...
powrót do listy08-11-2007 10:57
Przebiegłem wczoraj maraton. Wszystko zgodnie z planem i założeniami. Nie przytrafiły mi się żadne straszne rzeczy po drodze jak osławiona „ściana”, po 30...
więcej08-11-2007 11:00
Są tysiące przyczyn, dla których ludzie postanawiają biegać. Po prostu chęć ruchu; odchudzanie; bo to sport stosunkowo tani; bo wolę grać w piłkę, ale...
więcej